Byłam szybka jak wiatr.
A może nawet szybsza. Leciałam tuż nad taflą wody. Było naprawdę gorąco, więc co jakiś czas nurkowałam i wyłaniałam się z powrotem. Dla niektórych mógł by to być spory wysiłek, a nie forma relaksu, jak dla mnie. Poleciałam w górę, a potem zanurkowałam prosto w dół. W tej chwili nie przejmowałam się niczym. Nic się nie liczyło, tylko ja, niebo i wiatr. Spojrzałam w dół. Znajdowałam się wysoko, czym się nie przyjmowałam. Kochałam wysokość i adrenalinę, nie miałam lęku wysokości czy czegoś tam innego. Nagle ujrzałam coś pode mną. To coś, a może ktoś, znajdowało się na lądzie, więc niestety, ale musiałam zejść na ziemię. A potem zobaczyłam drugą Nocną Furię stojącą naprzeciwko mnie. Jak ja dawno nie widziałam innej Furii...
-Kim jesteś? - zapytałam.
Tajemniczy osobnik nie odpowiedział. Nie miałam zamiaru ponawiać pytania. Czekałam aż odpowie. Ale on zamiast odpowiedzieć, ruszył naprzód. Byłam zdezorientowana. Dlaczego nie odpowiedział? Gdzie on idzie? Pochylił łeb w moją stronę, dając mi do zrozumienia, abym poszła za nim. Chwilę się wahałam, ale w sumie uznałam, czemu nie i poszłam za nim. Gorączkowo rozmyślałam, a po chwili, a może nawet godzinie, zatrzymał się.
-Stoję od jakiejś godziny na lądzie. - mruknęłam od siebie. - mam nadzieję, że to, co on ma mi to pokazania, jest tego warte...
I wtedy ujrzałam coś naprawdę pięknego. Przede mną stała wielka, niebiesko-biała jaskinia. To były dwa moje ulubione kolory...
-Co chcesz przez to powiedzieć? - zapytałam, patrząc na niego podejrzliwie.
On znów nie odpowiedział, ale tym razem nigdzie nie poszedł. Weszłam do jaskini. Była równie piękna jak z zewnątrz. Klapnęłam na kamieniu i rozglądnęłam się. Wyszłam i ponownie spojrzałam we wszystkie strony, włącznie z górą. Tego smoka nigdzie nie było widać.
-Za kogo on się uważa? - mruknęłam pod nosem.
-Za szamana. - odezwał się ktoś nade mną.
Zobaczyłam kruczoczarnego ptaka, śmiejącego się w moją stronę.
-Pierwsze widzę i słyszę, by ptak używał smoczego...
-A widzisz. Chciałem tylko powiedzieć, że ten smoczy staruszek oddał Ci swoją jaskinię. Laty temu znajdowało się tu stado smoków, tu, na tych terenach, a on był Przywódcą. Ale w wyniku wojny wszystkie smoki wytępili, oprócz jego. I został samotnym szamanem. Dając Ci tę jaskinię, miał nadzieję, że odnowisz to stado...
-Że jak? - nie dałam ptakowi skończyć, patrząc na jego wredny uśmieszek. - żartujesz sobie.
-Nie. Żegnam!
Byłam zaskoczona. Bycie Przywódczynią to wielkie brzemię. Nie miałam pojęcia, czy dam sobie radę... No ale życie bez ryzyka to nie życie. - pomyślałam. No i tak powstało The Lost Hope...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz