Popatrzyłem na nią. Zachowywała się dość dziwnie. Jej odpowiedzi przeczyły zachowaniom, co na moje oko, było dość dziecinne, ale nie wypowiadałem się. Podszedłem do niej i z uniesionymi do góry brwiami (załóżmy, że je miałem) zapytałem:
- O co ci chodzi? Najpierw zdajesz się być wobec mnie obojętna, potem pytasz czy dołączę do twojego stada. Sprecyzuj swoje zachowanie, proszę.
Westchnęła z irytacją. Najwyraźniej zaczynałem ją wkurzać, ale nie przejmowałem się tym. Milczała, więc postanowiłem zahaczyć o temat stada.
- I co ja będę z tego miał? Jeśli dołączę?
Lekko się rozchmurzyła, ale zaraz potem przybrała podejrzliwy wyraz pyska.
- Oczekujesz czegoś w zamian za dołączenie?
- Oczywiście. Wzajemna ochrona, pożywienie, miejsce do spania... Tego zwykle stado nie oferuje? - uniosłem brwi.
- Ah, o to chodzi. Jasne. Możesz spać w jaskini numer dwa. Co do pożywienia i ochrony... Jeśli zdecydujemy się czymś podzielić, to oczywiście możesz liczyć na pożywienie. A ochrona... Na tych terenach nie ma drapieżników.
- A ludzie?
- Niedaleko jest miasto. Ale ludzie się tutaj nie zapuszczają.
Musiałem to przemyśleć. W sumie nigdy nie należałem do żadnego stada, chodź z jednego pochodziłem. Byłem sam, do czasu aż spotkałem mojego nauczyciela. Nie był zbyt gadatliwy i to mi odpowiadało. Lubiłem jego towarzystwo, ale teraz... Miałem należeć do stada. Obowiązki, ograniczenia. Mimo to postanowiłem zaryzykować.
- Zgadzam się. Wstąpię do twojego stada.
- Wspaniale! - ucieszyła się. - Chodź, oprowadzę cię po terenach.
<Skymer?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz