poniedziałek, 20 lipca 2015

Od Chris'a

Leciałem. Wysoko, kołując nad wzgórzami. Wypatrywałem jakiejś łatwej zdobyczy. Nie jadłem już dosyć długo. Powód? Lenistwo. Nie chciało mi się zbytnio ruszyć z mojej polany, by uganiać się po lesie za jakimś zwierzęciem. Wolałem czekać, aż sama do mnie przyjdzie.
Lecz - któż by się spodziewał - żadna głupiutka istotka nie chciała podejść do smoka, leżącego bez ruchu przez dwa dni. Może w tym lesie nie było aż takich ryzykantów. A szkoda.
W pewnym momencie dostrzegłem niedaleko pasącą się sarnę z młodym. Podleciałem bliżej i przyjrzałem się zwierzynie. Młody jelonek był już dość duży, może nawet zaspokoi mój dwudniowy głód. Złożyłem skrzydła i zleciałem w dół, obracając się wokół własnej osi.
Zwierzęta rzuciły się do ucieczki, ale dla jednego z nich było już za późno. Zatopiłem zęby w szyi jelonka, w tym samym momencie dotykając łapami ziemi. Bum, jeleń jest mój. Wystarczyła tylko chwila. Z lubością odrywałem kawałki mięsa i połykałem je.
Gdy skończyłem posiłek wzniosłem się w powietrze. Długo leciałem, co jakiś czas wypróbowując nowe manewry, których nauczył mnie pewien stary smok. Spotkałem go mniej więcej tydzień temu. Okazał się niezłym nauczycielem, więc teraz byłem wzbogacony o kolejne umiejętności.
Doleciałem do lasu. Było już późne popołudnie, drzewa rzucały dalekie cienie. Słońce powoli stawało się czerwieńsze, zachodząc za horyzont. trzepocząc skrzydłami, zbliżyłem się do wysokiego drzewa iglastego i wczepiłem się łapami w jego gałęzie. Obserwowałem okolicę, gdy w pewnym momencie coś przeleciało obok mnie z dużą prędkością. Wyostrzyło mi to zmysły, chodź chyba nie maiło zamiaru atakować. Na wszelki wypadek zleciałem w dół i przyczaiłem się w cieniu drzewa.
Była to smoczyca. Z racji wzrostu, uznałem że dużo starsza ode mnie. Ale ja w końcu miałem dopiero 8 lat. Niby już wyrosłem z wieku smoczo-niemowlęcego, ale wciąż byłem dzieckiem. Smoczyca wykonywała najróżniejsze powietrzne akrobacje, niektóre były podobne, do tych, jakie ja robiłem tego dnia. Zdaje się, że była to nocna furia, ale nie mogłem mieć pewności, gdyż poruszała się bardzo szybko. Była biała, z jakimiś znaczeniami, czerwonymi lub różowymi.
Wzleciała bardzo wysoko, a potem tak samo szybko spadła. Potem wyprostowała lot i unosiła się spokojnie na prądach powietrznych. Przez kilka minut jej nie widziałem, gdyż latała nad drzewem, pod którym się chowałem, ale potem znów ją zobaczyłem. Stała kilkanaście metrów ode mnie i badawczo mi się przyglądała. Wycofałem się w głąb cienia, jak uczył mnie starszy smok. Przymknąłem oczy. Były złote, więc w ciemności jarzyły się jak reflektory. Machnąłem lekko skrzydłami, i wzniosłem się w górę, klucząc między drzewami. Wtapiałem się w pnie drzew swoją barwą i maskowałem cieniami. Moje umaszczenie bardzo dobrze mnie kryło. Zatoczyłem koło i wróciłem do smoczycy, wciąż się ukrywając. Ale jej już tam nie było. Wylądowałem tam, gdzie wcześniej stała i rozejrzałem się.
I wtedy coś wylądowało na mnie z impetem. Odwróciłem się błyskawicznie i ujrzałem patrzące na mnie duże niebieskie oczy. Tak, to była ona. Byłem od niej o mniej więcej połowę mniejszy, chodź wyższy. Ale mam nadzieję, że jeszcze rosnę.
- Dlaczego mnie śledziłeś? - spytała, napierając na mnie łapami.
- Nie dotykaj mnie! - wyszczerzyłem zęby i zrzuciłem ją z siebie. Zadziwiające, ale nie była zbyt silna. Pewnie nadrabiała to szybkością. Najwyraźniej nie zamierzała ponawiać pytania, bo wpatrywała się we mnie z irytacją.
- Nie śledziłem cię - warknąłem. - Odpoczywałem, i wtedy nadleciałaś. Po prostu podziwiałem twoje akrobacje - ostatnie zdanie zabarwiłem obficie sarkazmem, co nie uszło uwagi samicy.
- Uważaj - podeszła nieprzyjemnie blisko - to moje tereny.
- Uważaj - warknąłem. - Bo robię się nieprzyjemny jak ktoś zanadto się zbliża.

<Skymer?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz