Przełknęłam ślinę, stanęłam obok niego i wyprężyłam szyję z dumą.
-Walczymy.
Zerknął na mnie kątem oka, jakby sprawdzając, czy żartuję. Jednak moja mina wyrażała coś innego.
-W końcu jesteśmy smokami. A poza tym, mamy przewagę liczebną i... - nie dokończyłam zdania, bo poczułam ciepło na końcówce ogona. Ten smok zionął na mnie ogniem, ale niezbyt trafił. Uśmiechnęłam się pod nosem.
-Celny to Ty nie jesteś! - wykrzyknęłam do niego. Nie byłam pewna, czy zrozumiał, ale głośny ryk chyba wskazuje na to, że zrozumiał.
Wystrzeliłam w powietrze jak petarda. W końcu powietrze to mój żywioł, w nim mam największą przewagę. A smok jest wielki i ciężki, co powoduje, że na pewno nie jest tak zwinny jak ja. Zrobiłam unik w prawo, aby jego ogień mnie nie dosięgnął. Spojrzałam na miejsce, w którym stał Another, ale jego tam nie było. Rozglądnęłam się i zobaczyłam go tuż za smokiem. Wystrzeliłam jeszcze wyżej, żeby odwrócić jego uwagę, czyniąc akrobacje - to w przód, w tył, w dół, motywując go do zabawy w "berka". Niestety nie zadziałało.
-Grzecznym chłopcem to Ty nie jesteś. - mruknęłam pod nosem.
Zapikowałam w dół, co było błędem.
Natychmiast wyczaił mój ruch, a jako, że był o wiele bliżej ziemi ode mnie, bo latał na wysokości zaledwie dwóch metrów (ciekawe dlaczego). Stworzył coś w rodzaju ściany ognia, co zagrodziło mi drogę. Byłam jakieś pół metra od ściany, kiedy zorientowałam się, co się święci. Zaklęłam w duchu. Zaczęłam hamować, ale nie zdążyłam. Wleciałam w mur ognia.
Czułam każdą cząsteczkę mojego ciała i przeszywające ciepło. W jednej chwili było mi zimno, i gorąco. Moje ciało przeszedł dreszcz. Wzbiłam się w powietrze tak szybko, jak umiałam, dodatkowo wspomagając się superszybkością. Najwyraźniej robiłam to szybko, bo i Another, i obcy osobnik wpatrywali się w biało-płomienisty punkt (mnie) z otwartymi ustami (czy tam czymś). Gdy wzbiłam się odpowiednio wysoko, wywołałam największy huragan, jaki byłby w stanie wywołać smok. Powietrze było tak chłodne i szybkie, że w jednej chwili ugasiło ogień na moim ciele, a mi ledwo udało się utrzymać w powietrzu. Smoka już nie było. Wylądowałam, a Another nadal nie przestał się we mnie wpatrywać.
<Another?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz